Relacja — CTM Festival 2019 / As If We Knew

Relacje

Tegoroczny festiwal CTM w Berlinie upłynął pod hasłem PERSISTENCE. Wytrwałość,  nieustępliwość, upór - te słowa nie podlegają jednoznacznej definicji, mogą być interpretowane na wiele sposobów. Podpinanie, mówiąc cynicznie, zwykłych imprez pod szerszą ideologię często wydaje mi się pretensjonalne i wymuszone. W przypadku eventu As If We Knew spotkało mnie jednak niezwykle pozytywne zaskoczenie. Deena Abdelwahed, Fatima Al Qadiri i Linn da Quebrada oraz ich niepowtarzalne występy sprawiły, że moje nastawienie w tej kwestii zmieniło się diametralnie.

Deena Abdelwahed to pochodząca z Tunezji DJ-ka młodego pokolenia. Po przeprowadzce z Tunisu do Francji kilka lat temu, zaczęła być aktywna na scenie europejskiej. Tworzyła sety dla Boiler Roomu czy Discwoman, szczególnie zasłynęła jednak multimedialnym projektem All Hail Mother Internet zaprezentowanym podczas CTM 2016 i odważnych setem na festiwalu Sónar w 2017. Była współodpowiedzialna za produkcje nowego albumu Fever Ray, a pod koniec zeszłego roku ukazał się jej długo oczekiwany debiutancki album Khonnar łączący eksperymentalną klubową elektronikę z elementami tradycyjnej muzyki arabskiej. Jako, że gdy Deena grała na zeszłorocznym Unsoundzie, ja miotałem się chyba pomiędzy Blawanem a Gáborem Lázárem, byłem bardzo podekscytowany, że nareszcie zobaczę ją po raz pierwszy, w dodatku w wydaniu live. Zresztą nie tylko ja - gejowski klub Schwutz wypchany był po brzegi, z tego co słyszałem, osoby nieposiadające biletu musiały stać w kolejce do wejścia nawet dwie godziny. Deena zaczęła wolno i stopniowo się rozkręcała, niedługo po rozpoczęciu występu do beatów miarowo dołączał jej hipnotyzujący wokal w różnych formach. W utworze Ababab niezrozumiałe, powtarzające się w kółko słowa stanowiły uzupełnienie pulsującego basu, w Rabbouni czy Al Hobb Al Mouharreb śpiew był już natomiast głównym elementem, osią całego kawałka. W wywiadzie dla magazynu Wire artystka wyjaśniła, że teksty utworów z albumu Khonnar dotyczą między innymi nierówności płci, międzykulturowych homoseksualnych związków, kryzysu migracyjnego czy konfliktu pokoleń. Według niej, jej głos jest ucieleśnieniem głosu marginalizowanej części społeczeństwa. Zapewne znacząca większość publiczności nie miała jednak pojęcia co słowa Abdelwahed, śpiewane w tunezyjskim dialekcie arabskiego, znaczą. Niemniej jednak, muzyka okazała się uniwersalnym językiem rozumianym przez wszystkich. Elementy techno, dubstepu czy ballroom music przez godzinę przeplatały się z arabskimi melodiami. Różnorodna, wielokulturowa publiczność płynnie podążała za rytmem egzotycznych brzmień. Do końca dało się  poznać, że wszystkim się podoba, patrząc na zachowanie na parkiecie - od voguingu do tańca brzucha.

Fatima Al Qadiri to artystka, która w swojej twórczości biegle żongluje nie tylko gatunkami muzycznymi, ale także nawiązaniami do różnych kultur i społeczności. Album Asiatisch to komentarz na temat tego, jak motywy dalekowschodnie obrazowane są w muzyce i popkulturze; Brute odwołuje się do niestabilnej sytuacji politycznej w Stanach Zjednoczonych w 2016. Jej najnowsza EP-ka, Shaneera, dedykowana jest jednak czemuś osobiście bliższemu pochodzącej z Kuwejtu artystce. To hołd dla queerowej arabskiej społeczności, ze względu na rozległe różnice kulturowe często nieznanej i nierozumianej przez Zachód. Swoich głosów w utworach użyczyły znajome artystce drag queens, słowa to fragmenty konwersacji z Grindra czy dialogi z telenoweli.  Tradycyjna muzyka arabska połączona została tu z grimem czy dźwiękami przywodzącymi na myśl soundtracki z gier komputerowych. Tytuł EP-ki to fonetycznie zniekształcone arabskie słowo oznaczające inteligentną, przebiegłą i zmysłową kobietę, którego używają wobec siebie znajomi Al Qadiri ze środowisk LGBTQ. Artystka podkreśla, że określenie to odnosi się do cech charakteru i zachowań, jest niezależnie od płci, wieku czy pochodzenia - Shaneera może tkwić w każdym z nas. To także alter ego Al Qadiri, groźnie spoglądająca z okładki sceniczna diva w ostrym makijażu i peruce, w którą artystka zamienia się na scenie. To właśnie ta teatralność  zdecydowanie zrobiła na mnie największe wrażenie w berlińskim występie Al Qadiri. Pomimo, że Shaneera to bardzo klubowo przystępny materiał, energia i charyzma artystki oraz oprawa audiowizualna sprawiły, że czułem się jakbym oglądał performance, a nie didżejskiego seta. W żadnym wypadku nie oznacza to jednak, że muzyka nie zasługiwała na uwagę. Czy to uwodzicielski wokal w Galby, czy szybka perkusja Spiral - każdy utwór na swój unikatowy sposób tętnił energią i porywał publiczność do tańca. Co ciekawe, Al Qadiri remiksowała też nowe utwory ze swoimi starszymi kawałkami pochodzącymi z albumu Asiatisch. Zaskakująco, wcale się one ze sobą nie gryzły; stworzyły raczej przedziwny, ale harmonijny azjatycko-arabski kolaż. Po krótkim, niespełna godzinnym występie, artystka, jak na divę przystało, widowiskowo zrzuciła z siebie perukę. Na ekranie za sceną pojawiła się lista z podziękowaniami dla osób, bez których Shaneera nie mogłaby powstać. Pośród nieznanych mi arabskich nazwisk udało mi się wyłapać chociażby kultowego gejowskiego reżysera Johna Watersa czy ikonę voguingu Pepper Labeija. Te smaczki jeszcze bardziej utwierdziły mnie to w przekonaniu, że muzyka Al Qadiri to o wiele więcej niż dźwięki. To także myśli, emocje, zainteresowania  - uzewnętrznienie tożsamości artystki w całej jej złożoności.

W magazynie Dazed, Linn da Quebrada została nazwana głosem nowoczesnej Brazylii. Czarnoskóra, transseksualna raperka i artystka multimedialna przez swoją twórczość stara się walczyć z głęboko zakorzenioną w społeczeństwie kulturą machismo i głośno mówić o problemach osób LGBTQ. Jej debiutancki album Pajubá ma stanowić odpowiednik Lemonade Beyoncé dla wszystkich Brazylijczyków dyskryminowanych ze względu na tożsamość płciową, orientację seksualną czy po prostu odmienność. Żywiołowa mieszanka funku, samby i trapu jest świetnym medium do nawoływania do zmian w społeczeństwie - po prostu nie sposób jej zignorować. Muszę jednak przyznać, że osobiście nie jestem największym fanem muzyki artystki. Mimo to, jej występ na długo pozostanie mi w pamięci, ponieważ robił ogromne wrażenie pod względem wizualnym. Podczas gdy Linn da Quebrada szalała na scenie ubrana w tiulową ślubną suknię, jej partner sensualnie jadł figurkę penisa z czekolady (?) czy wylewał na siebie rozgrzany wosk ze świecy. Dynamiczna muzyka w parze z tym ekstremalnym widowiskiem wprawiły publiczność w trans. Ze sceny emanowała niesamowita energia; zdecydowanie widać było totalne poświęcenie artystki dla jej sztuki i tego, co reprezentuje. Dało się odczuć, że wszelkie bariery zostały całkowicie przełamane i nic nie zakłócało już szczerej więzi pomiędzy artystką a odbiorcą.

Współcześni artyści zmuszeni są stawiać czoła niezwykle trudnemu, podwójnemu wyzwaniu. W czasach, gdzie wszystko już było, muszą nieustannie próbować, eksperymentować by znaleźć swój oryginalny środek przekazu, głos, który pozwoli im wybić się ponad inne. Jednocześnie nie lada zadaniem jest przy tym nie poświęcać wartości, które są nam najbliższe, pozostać wiernym swojej tożsamości - etnicznej, kulturowej czy seksualnej. Deena Abdelwahed, Fatima Al Qadiri i Linn da Quebrada to artystki, którym wyzwanie to udaje się w stu procentach. Poprzez swoją muzykę, tak nieprzeciętną, autentyczną i unikatową, zabierają publiczność do swoich prywatnych małych światów. Rzeczywistości, w którym tradycja idzie w parze z nowoczesnością, inność jest admirowana, a granice geograficzne, polityczne i obyczajowe nie mają znaczenia. A opanowanie tej sztuki, niewątpliwie, wymaga wytrwałości.

Autor:

Julian Kallas