Relacja — UNSOUND FESTIVAL 2018

Relacje
Co prawda Unsound zakończył się pięć dni temu, my jednak wciąż żyjemy muzyką, która wybrzmiała podczas tego festiwalu. Siedem dni pełne niesamowitych wrażeń mogą zostawić w głowie mozaikę różnych emocji – my skupiamy się na tych pozytywnych, dlatego chcielibyśmy się z wami podzielić tym, co według nas okazało się znakomite. Oto zestawienie najlepszych momentów Unsoundu 2018!

 

FILIP PREIS

 

▪ Rabit, House of Kenzo & Sam Rofles

 

Ten spektakl był chyba najlepszą rzeczą, jaką zobaczyłem na tegorocznym Unsoundzie. Najpierw enigmatyczny i wzbudzający dezorientację, później niezwykle przyciągający i popychający granice, a na sam koniec euforyczny. Członkowie House of Kenzo sprawili, że widownia nie mogła oderwać od nich wzroku gdy przenieśli swój pozbawiony granic taneczny rytuał na środek sali koncertowej. Rabit i jego selekcja muzyczna idealnie budowała atmosferę całokształtu występu, a końcówka wypełniona ballroomowymi utworami idealnie wszystko zwieńczyła. Nie można zapomnieć również o niezwykle utalentowanym Samie Rolfes, którego wykreowany w wizualizacjach świat przerósł wyobraźnię wszystkich. Ta artystyczna mieszanka była najbardziej wyrazistą chwilą tegorocznego festiwalu.

 

▪ Kelman Duran

 

Dominikański producent muzyczny nie zawiódł – godzina jego reggaetone’owych produkcji wystarczyła, by uplasować się na pierwszym miejscu sobotniej nocy w Forum. Do tego doszła niezwykła energia samego Kelmana, która ciągle splątywała się z energią publiczności. Zmienne tempa utworów, wykorzystywanie niespodziewanych sampli, gdzieniegdzie rozsypane ambientowe wstawki były tym, co najbardziej urozmaicało ten występ. No i oczywiście najpiękniej wybrzmiało „6 De La Manana” - chyba największy hit Dominikańczyka.

 

▪ Young Majli b2b PLAL

 

Mówiąc o Kelmanie Duranie, chciałem wspomnieć również o jego poprzednikach  - naszej polskiej reprezentacji związanej z wrocławskim Regime, czyli o Young Majli i PLAL. Otworzyli sobotnią noc w kuchni Forum najlepiej, jak tylko mogli. Mieszanka post-klubowych brzmień przedstawiona ten duet nie dawała chwili wytchnienia i porwała w szał tańca (w szczególności najnowszy remix Keleli poczyniony przez DJ Laga, dziękuję!). Energia utrzymana została od początku do samego końca, mianując swą rozgrzewkę sobotniej nocy jednym z najbardziej wycieńczających treningów! Ogromne gratulacje i jeszcze większe brawa.

 

▪ Gaika

 

Jego występ był zwieńczeniem wtorkowego wieczoru w Manghdze. Ten brytyjski raper posiada w sobie tak niezwykłą charyzmę, że nie sposób być obojętnym gdy jest na scenie. Mroczna aura jego muzyki nie powstrzymała widownię od tańca, gdyż świetnie zmiksowane utwory Gaiki same wprowadzały wszystkich w trans. Brytyjczyk przeniósł nas w świat brytyjsko-jamajskiej mieszanki muzycznej, która swą enigmatycznością nie pozwalała się od siebie uwolnić.

 

 

PATRYK WOJCIECHOWSKI

 

▪ Alva Noto

 

Alva dostarczył to, czego można było się po nim spodziewać. Dopieszczone brzmienie i wizualizacje, które wzmacniały wydźwięk występu. Koncert składał się z utworów z ostatniego albumu i to jest właściwie jedyny mankament. Zabrakło w tym wszystkim jakiegoś przełamania i odejścia od formuły, która pod koniec występu stała się aż nazbyt oczywista. Noto sprawnie operował hałasem, ale zabrakło lepszego wykorzystania ciszy. Mimo to, był to świetny występ.

 

▪ Caterina Barbieri

 

Caterina to postać zjawiskowa. Jej obecność i dźwięki potrafią totalnie zaczarować przestrzeń, w której przebywa. Momentami zimne, chwilami kwaśne, a tym razem nawet noisowe odgłosy jej syntezatora tworzą kontrapunkt dla przepełnionych emocjami melodii, które nie przestają narastać, prowadząc często do punktów kulminacyjnych. Caterina Barbieri to jedna z artystek, które nie boją się odsłonić przed publiką. Podczas jej występów czujesz, że masz szansę na wejście w jej świat, co niezwykle porusza.

 

▪ DJ Lilocox

 

Forum pełne było świetnych tanecznych setów przepełnionych energią i wprawiającymi ciało w ruch, ale niewiele/u DJek/ów wykorzystywało emocjonalne akcenty tak sprawnie jak Lilocox. Muzycznie mieliśmy tu mieszankę gatunków, która nie wyróżniała się na tle reszty niczym szczególnym. Jednak cierpliwy styl mixowania połączony z bardzo wrażliwą selekcją sprawił, że Lilocox zupełnie mnie oczarował i zatrzymał w Chandelier Room na praktycznie cały swój set.

 

▪ SOPHIE

 

Sophie postanowiła zagrać w bardzo odważną grę. Nie wiem czy kiedykowiek główna scena w hotelu Forum skupiała w jednym momencie tak ogromną liczbę osób. Oczekiwania i napięcie było dosłownie czuć w powietrzu. Rozpoczęcie występu przedłużało się w nieskonczoność, co w połączeniu z tłokiem i nieustającym przemieszczaniem się ludzi dawało się we znaki. Kiedy przestrzeń sali wypełniły pierwsze dźwięki publiczność nadal pogrążona była w rozmowach. Po około 20 minutach stało się jasne, że Sophie postanowiła zagrać na oczekiwaniach. Taka strategia była całkiem zrozumiała. Sophie po wydaniu ostatniego albumu stała się pewnego rodzaju ikoną. Ma za sobą rzeszę fanów i fanek gotowych ją bronić w każdej sytuacji. Niestety z mojego punktu widzenia zabrakło w tym wszystkim zachowania proporcji. Igranie z publicznością jest świetnym zabiegiem, jeśli jesteś w stanie w jakiś sposób to zrekompensować, a w tym występie tej rekompensaty właśnie zabrakło. Reasumując, Sophie nie jest jeszcze Lynchem, ale dostaje plusa za podjęcie ryzyka i momenty bardzo ciekawego budowania z wykorzystaniem rzadko spotykanych rozwiązań.

 

▪ HDMIRROR

 

Nie było tu miejsca na żadnego rodzaju subtelności. Od początku do końca występu celem HDMIRROR było całkowite wyssanie energii. Trzeba przyznać, że udało mu się to w stu procentach. Trance'owe melodie i agresywne loopy perkusyjne, zaskakujące breaki i liczne build upy, które za każdym razem prowadziły do jeszcze większej intensywności. Mniej więcej od połowy występu można było przewidzieć, co się za chwilę wydarzy, a mimo to, nie wpływało to nazbyt na odbiór. Sam produkt i dobór narzędzi do jego prezentacji wystarczyły aby wprawić publikę w szaleńczy rave.

 

 

KAROLINA KOBIELUSZ

 

▪ Resina & Hubert Zemler / Tim Hecker & The Konoyo Ensemble

 

Koncert otwarcia tegorocznej edycji Unsoundu to bez wątpienia piękne doświadczenie. Piękno to z pewnością potęgowane było urokiem murów Teatru im. Juliusza Słowackiego oraz koncertu Resiny, która za pomocą wiolonczeli, w duecie z odpowiadającym za perkusję Hubertem Zemlerem, zaprezentowała szeroki wachlarz nastrojów i wrażliwości. To słuchowisko, mające w tle godne zainteresowania wizualizacje, stanowiło doskonałą introdukcje do jednego z ważniejszych punktów festiwalu - zaklęć i czarów Tima Heckera, japońskiej grupy  The Konoyo Ensemble oraz Kary-Lis Coverdale, którzy to zaprezentowali ostatnio wydany album „Konoyo”. Koncertowi towarzyszył wielki patos dostarczając jednocześnie wiele intensywnych, niezwykle przejmujących doznań dźwiękowych, które emitowały najróżniejsze emocje. Sam fakt ich obecności przyspieszał tętno i pozwalał na głębokie kontemplowanie muzycznych opowieści z końca świata. Ponadludzkiego świata.

 

▪ Eartheater

 

To koncert wyczekany. Czarująca gra na harfie Marilu Donivan w korelacji z syntetycznymi smykami w towarzystwie potężnego trzyoktawowego głosu Alexandry Drewchin, otulonego tak wyraźnymi, przejmującymi trylami do dziś odbijają się nocą od snu do snu. Dodatkowo, wręcz nie do zapomnienia jest wzajemnie na siebie oddziałująca sensualna choreografia z wygenerowanym elektronicznie sztafażem dźwięków i jazgotów adaptując przy tym klasyczne procedury w „experimental club music”. To uczta dla ucha spragnionego kompozycji, które swym wydźwiękiem odurzą i bez reszty zahipnotyzują.

 

 

MICHAŁ MALIŃSKI

 

▪ Miłosz Pękala

 

W nadwiślańskiej Manghdze światowej klasy perkusista zaprezentował solowy projekt „Monoperkusja” który zrobił na mnie największe wrażenie tego wieczoru. Artysta prezentował następująco kompozycje Cezarego Duchnowskiego, Sławomira Wojciechowskiego, Rafala Zapały, Feliksa Kubina oraz Pawła Mykietina.  Swój występ rozpoczął od agresywnych uderzeń w talerze perkusji , poczym przeniósł się w pozaatmosferyczną historię prezentując „Lunatyk”. Sekwencje muzyczne  ograniczające się jedynie do wibrafonu zostały uzupełnione abstrakcyjnymi wizualizacjami Wiktora Podgórskiego, które konsekwentnie korespondowały z dźwiękami.

 

▪ Sho Madjozi  / DJ Lag

 

To był jeden z najbardziej porywających koncertów sceny pod żyrandolami. Artystce  towarzyszyło dwóch tancerzy i niezastąpiony przedstawiciel gqom-u Dj Lag. Narastajaca  energia która uderzała ze sceny reprezentantów  RPA budowała niewyobrażalną atmosferę.  Kolejnym zaskoczeniem ze strony Dj Lag’a był kultowy kawałek „Satisfaction” Benny Benassi’ego.  Na zakończenie mogę dodać ze na żadnym innym koncercie w tej przestrzeni nie widziałem tylu tańczących ludzi.