Szum Międzymiastowy [cz.29]

Szum Międzymiastowy

Szum Międzymiastowy to projekt-inicjatywa. Ma on na celu pokazanie, że muzyka to nie tylko artyści, płyty, recenzje i koncerty, ale również i my – słuchacze. Zadaliśmy kilka pytań osobom, które swoimi interesującymi poglądami i myślami współtworzą to, co dla nas jest tak przeogromnie znaczące. Niech zabiorą nas w ich muzyczne światy, które jak gwiazdy tworzą konstelacje na niebie zwanym przez nas muzyką. Następna część już za dwa tygodnie!

Janusz Jurga


bramkarz rezerw Chemika Polica, po zerwaniu więzadeł w palcu, chwilowo przebranżowiony na obrońcę, brat piwowara, robiący coś tam jeszcze w życiu, skupiający się chyba w szczególności na tworzeniu – nie tylko muzyki – ale jednak przede wszystkim.


 

1.Jakim dźwiękiem zdefiniowałabyś siebie?      

 

Szelest pieniądza w portfelu. Dźwięk otwieranej puszki z piwem. A także brzęk włączającego się N64. To chyba tyle...

 

2.Co było Twoją ostatnią muzyczną niespodzianką?

 

Zdecydowanie utwór “Miszyn” autorstwa Rogala DDL. Może wyjdę na niemałego ignoranta, gdyż nie sprawdzałem regularnie wszystkich ostatnich jego prac, które wypuszcza nadwyraz często, to “Miszyn” przykuł moją uwagę w sposób szczególny. Co mnie tam zaskoczyło? Pewnie tachniarski bicik połączony z ulicznym sznytem, a w to wszystko wpleciony był jeszcze jakiś gliczowy obskur. A, no I nowe Deafheaven było też swoistego rodzaju niespodzianką. Może jeszcze Taco Hemingway nowy, bo był niespodziewanie fajny.

 

3.Jaki soundtrack przypisałbyś do swojej ulubionej chwili?

 

Byłby to utwór “Winterreise” autorstwa ColdWorld, słuchany podczas nocnych, zimowych spacerów. Oczywiście w okolicach leśnych terenów.

 

4.Co dla Ciebie w muzyce jest najważniejsze?

Wciąż nie wiem.



 

Dominik Zwyrtek


Jestem artystycznie ukierunkowanym przedstawicielem Post-Millennialsów. Zakłada się, że głównym narzędziem do zdobywania wiedzy jest dla mnie internet. Badania przewidują, że w ciągu życia mogę zmienić prace nawet 17 razy.


 

 

1.Jakim dźwiękiem zdefiniowałaśbyś siebie?      

 

Myślę, że dźwięk który mnie definiuje jest czymś pomiędzy dźwiękiem ulewy a saksofonu

 

2.Co było Twoją ostatatnią muzyczną niespodzianką?

 

Jakiś czas temu zakochałem się w Where do you go to My Lovely (Peter Sarsted), jest moim najlepszym przyjacielem podczas męczących podróży

 

3.Jaki soundtrack przypisałbyś do swojej ulubionej chwili?

 

Lucky Man! bardzo często do niego wracam, zawsze przypomina mi film, który silnie na mnie wpłynął.

 

4.Co dla Ciebie w muzyce jest najważniejsze?

 

W muzyce najważniejsze jest dla mnie to jak została wykorzystana.



Kacper Ponichtera / Jasna 1 / Luzztro / Warszawa

 


najlepiej charakter i rozpoznawalność tej osoby oddaje pewna scenka rodzajowa, która wydarzyła się (naprawdę!) na jednym z żoliborskich placów. Rozmawia dwójka przyjaciół, która widzi przechodzącego obok brodacza w słuchawkach na uszach i jeden mówi do drugiego: „Ty, kto to jest?” A drugi odpowiada: „To? Nikt”. Na co ten pierwszy reaguje z pełnym przekonaniem w głosie: „Niee stary, to nie on.” Jego zawodowe życie skupia się między warszawskimi klubami: Jasna 1 i Luzztro, zaś jego mało angażujące teksty ukazały się na łamach Aktivist, I-D, FYH, Forum Żydów Polskich, Hiro, muno.pl, LAIF czy Music Is. W wolnej chwili odcina kupony od sławy, której nigdy nie osiągnął, a także organizuje wydarzenia Radio Tel Aviv, prezentujące muzykę z pogranicza habibi house i hummus wave.


 

1.Jakim dźwiękiem zdefiniowałbyś siebie?

 

Kakofonia (wg definicji SJP: „zbiór nieprzyjemnych i nieporządkowych dźwięków lub melodii; zgiełk)

 

2.Co było dla Ciebie ostatnią „muzyczną” niespodzianką?

 

Bardzo ciężko mnie zaskoczyć i niewielu osobom ta sztuka się udaje. Natomiast w tym roku były takie momenty, że szczęka opadała mi ze zdumienia (tak, ze zdumienia!) do samej ziemi. Największym ‚muzycznym zaskoczeniem’ był koncert młodego kompozytora, pianisty i producenta neoklasycznego (tego to już dowiedziałem się później) - Wojtka Szczepanika podczas tegorocznego Open’era. Na scenę Firestone trafiłem zupełnie przypadkiem, ale jego emocjonalny występ i ascetyczna oprawa wizualna sprawiła, że bardzo często sięgam po jego muzykę. Druga niespodzianka to niedawna wizyta w telawiwskim The Block i występ rumuńskiego producenta i DJ’a Charlie, skupionego wokół środowiska Sunwaves. Jego minimalistyczna wizja muzyki - jakże charakterystyczna dla rumuńskiej sceny - a także niesamowite umiejętności DJ’skie, flow i łatwość w poderwaniu ludzi do hipnotycznego tańca sprawiła, że jego set po dziś dzień brzęczy mi w głowie. Ostatnia, ale nie mniej ważna była noc w paryskim klubie Debonair, ulokowanym w malowniczej lokalizacji nad Sekwaną, gdzie miałem przyjemność spędzić całą noc w towarzystwie charyzmatycznych: David Vunk, Pitti Schmitti & Kovvalsky, którzy zaserwowali muzyczną ucztę w stylu ‚disco rodeo’, mieszając umiejętnie zakurzone nagrania italo z nowiutkim nu-disco z katalogów Correspondant czy Disco Halal.

 

3.Jaki soundtrack przypisałbyś do swojej ulubionej chwili?

 

Zdecydowanie ścieżka dźwiękowa z filmu „Gladiator” od duetu Hans Zimmer i Lisa Gerrard.

4.Co jest dla Ciebie w muzyce najważniejsze?

 

Groove i wspólne przeżywanie chwili w gronie uśmiechniętych i świadomych muzycznie ludzi.


Szymon Walasek


1.Jakim dźwiękiem zdefiniowałbyś siebie?

Tongue pop https://www.youtube.com/watch?v=0Zps8WvVQdE

2.Co było dla Ciebie ostatnią "muzyczną niespodzianką"?

Bardzo podobały mi się ostatnie płyty Yves Tumora i Amnesia Scanner, ale ich wysoki poziom nie był dla mnie niespodzianką. Od kilku miesięcy fascynuje mnie L.A. Olympics i jej styl grania, który nazywa ADHD mixing.

3.Jaki soundtrack przypisałbyś swojej ulubionej chwili?

 

Wyjątkowo zapadło mi w pamięć, kiedy podczas The Cloud w kuchni hotelu Forum, Lao puścił RuPaul - Supermodel w wersji Rupaul Decombow V2. Oraz Yves Tumor - Limerence (PAN 77)

4.Co dla Ciebie w muzyce jest najważniejsze?

Kultura, poglądy i mniejszości, które za nią stoją. Żadnego “skupmy się na muzyce” i terroru czarnych placków.


Grafika:

Michał Maliński