WYWIAD: Charlie / Leona Jacewska

Wywiady
O awangardzie, brukselskich sklepach winylowych, dźwiękowej podróży, Berlinie, niespodziewanym spełnianiu marzeń, wsparciu przyjaciół, Harrym Potterze i kosmosie porozmawiałam z Leoną Jacewską, tworzącą muzykę pod pseudonimem Charlie. Rozmowa odbyła się przy okazji festiwalu filmu awangardowego LAVA, który odbędzie się już w ten weekend na krakowskim Zabłociu, gdzie moja rozmówczyni wraz z ekipą kompozytorów przyczynią się do projektu w nietypowy sposób. Jeżeli chcecie dowiedzieć się czego możecie się spodziewać po evencie - zapraszam do lektury!

 

 

Progrefonik: Dla jednego z magazynów napisałaś, że najbardziej inspirują Cię podróże. Zapewne poznałaś piękne miejsca. Natomiast mnie interesuje to, jaką formą podróży jest muzyka? Jakie jej odległe rejony zdołałaś już poznać?

 

Leona Jacewska: Chyba w ogóle to, że zajmuję  się muzyką w jakiś inny sposób niż w domu wynikło właśnie z tej podróży. Pierwsza moja przeprowadzka, prócz wymian w szkole to była właśnie ta, do Krakowa. Właśnie to zainspirowało mnie, żeby zacząć robić coś z muzyką - byly całkiem inne imprezy, z inną muzykę, inni artyści. Zainspirowało mnie to do tego, żeby właśnie tutaj zrealizować to,  co znałam i mi się podobało w moim rodzinnym mieście. Zaczęło się od organizowania eventów, potem np. miałam dużo zespołów w Berlinie, których szukałam również w Krakowie. To są pierwsze różnice, które można zauważyć pomiędzy kulturą, wpływami, jakie działanie na człowieka ma otoczenie. Nieustannie grałam i podróżowałam, co jest niezwykłą okazją, żeby pójść do sklepu winylowego i sprawdzić chociażby jakiego gatunku mają najwięcej, w jaki sposób się kupuje w danym kraju płyty. Przy tej okazji poznaje się też innych artystów, którzy opowiadają o wszystkich swoich doświadczeniach; poznaje się ludzi starszych, co w tym momencie jest dla mnie najbardziej inspirujące. Pomaga to kategoryzować, ale i przede wszystkim nauczyć się czegoś ciekawego.

 

Progrefonik: W takim razie jakie sposoby sprzedawania płyt winylowych najbardziej zapadły Ci w pamięć? Myślałam, że wszędzie są dokładnie takie same. 

 
 
Leona Jacewska: Zawsze byłam przyzwyczajona do tego, że jak się idzie kupować płyty, to decydujesz się na coś, a później na słuchawkach sobie słuchasz czy ci się podoba czy nie. Pamiętam jak byłam w Brukseli, weszłam do sklepu, w którym nie było żadnego gramofonu, dzięki któremu mogłam odsłuchać płyty. Ludzie wchodząc tam dokładnie wiedzieli czego szukają. Ja natomiast nie znałam dużo muzyki. Wyszukałam wtedy ok. 30 płyt i pomyślałam „Ale obciach! Co ja teraz zrobię?”. Wtedy sprzedawca, młody chłopak powiedział, że mogę posłuchać, ale cały sklep będzie słuchał tej muzyki. To trochę niekomfortowe, bo nie można samemu znaleźć momentów, które chce się posłuchać, ale z drugiej strony fajne, bo za każdym razem jak mi się coś podobało to on dobierał mi coś do tego, opowiadał różne historie. Coś, co z początku wydawało mi się niekomfortowe, okazało się świetnym przeżyciem.

 

Progrefonik: Gorzej jeśli jest się bardzo wstydliwym człowiekiem… Wracając, mówiłaś, że pochodzisz z Berlina. Czy czujesz, że pierwiastek tego miasta nadal w Tobie tkwi? Inspiruje Cię?

 

Leona Jacewska: Tak, na pewno, bo to właśnie w Berlinie poznałam dużo muzyki, kiedy byłam młoda. Przez to, że wychodziłam na wydarzenia muzyczne. Ludzie w Berlinie zawsze sprawdzali,  interesowali się tym kto gra. Tam zawsze przyjeżdżało wielu zagranicznych artystów. Z początku uważałam, że krakowska scena skupia się na lokalnych muzykach, co ulega zmianie i bardzo się z tego cieszę, bo mamy naprawdę świetną scenę klubową. Berlin jest bardzo specyficzny, bo zawsze odczuwa się w nim wolność na imprezie. Ludzie niekoniecznie wychodzili w paczce, by napić się alkoholu w jednym z klubów techno, tylko sami, z myślą, że jego gra artysta o tej godzinie, w tym miejscu. Wychodzili, żeby się wytańczyć. Nie mam problemu wyjść sama, tylko dla muzyki. To wyniosłam z Berlina. Patrzeć na odbiór muzyki w otwarty sposób. 
<p>

Progrefonik: Kontynuując motyw podróży, chciałabym zwrócić uwagę na jej formę w postaci festiwalu Lava. Jaką podróżą, tym razem - dla słuchaczy - będzie edycja SZUMu przy okazji tego przedsięwzięcia? 

 

Leona Jacewska: (Śmiech) Ten SZUM będzie się dla mnie bardzo różnił, bo nie będzie odbywał się w klubie, który ludzie mogą dobrze znać - mogą wiedzieć czego się spodziewać po soundsystemie, cenach, klimacie. Pierwszym elementem podróży jest fakt, że idziemy w całkiem inne tereny - hangar na Zabłociu, teren fabryczny, bar jest poza przestrzenią - ludzie nie byli tam jeszcze na tego typu wydarzeniu, więc jest to dla odbiorców element niespodzianki no i dlatego chciałabym bardziej pod tym kątem pokazać coś niespodziewanego. Wybrałam Tolouse Low Trax na live seta, bo uważam, że jest bardzo awangardowym artystą; od dłuższego czasu robi świetną muzykę nie kierując się przy tym konkretnym gatunkiem czy modą, przez co odnosi wielkie, zasłużone sukcesy - ten live set może faktycznie Cię gdzieś zabrać, ale trzeba się skupić. To może przypominać w jakiś sposób dziką naturę, przez różne wokale, które wkomponowuje w swoją muzykę. Poza tym będą inni polscy artyści, którzy są dla mnie bardzo unikalni i przede wszystkim taniec, którym Bożna rozpocznie to też jest kole
jnym motywem, który sprawi, że będzie można pomyśleć, że nie jest się w Krakowie na podobnym weekendowym wyjeździe, tylko wszyscy się zjeżdżają na coś wyjątkowego - mam nadzieję, że tak będzie, że będę mogła zainspirować kogoś do czegoś.

 

 


 

Progrefonik: Festiwal Lava to festiwal filmu awangardowego. W takim razie jakimi dźwiękami można potraktować tę filmową awangardę - dzieła Mai Deren?

 

Leona Jacewska: Och, to naprawdę ciężkie pytanie. Dźwięki te mają opisać coś, co jest inne i bardzo się odróżnia, więc pewnie nawet nie można ująć tego w słowach. To w jakiś sposób jest czymś przed czasem, w którym się teraz znajdujesz i wyróżnia się od wszystkiego innego, plus - może niekoniecznie jest to przyjemne dla ucha, może dlatego bo jest to coś nieznanego, niezaufanego. Może Cię zaszokować. Tak, z pewnością pierwsze wrażenie może odnosić się na mały,  niespodziewany szok.

 

Progrefonik: Świętowanie 100-lecia awangardy w Polsce to wielkie wydarzenie dla świata kultury. Ty masz szansę i okazję być częścią tego przedsięwzięcia. Będziesz dbała o doznania słuchowe odbiorców. Czym jest dla Ciebie Lava? Jakie otwiera możliwości? Od czego to się w ogóle zaczęło?

 

Leona Jacewska: To bardzo dobre pytanie! Lava ma dla mnie wielkie znaczenie. Od długiego czasu tworze muzykę w domu - niekoniecznie muzykę elektroniczną, taneczną. Zawsze zajmowałam się klawiszami. Maja (Maja Chiara Faber, organizatorka Lava Festival) to wiedziała. Wysyłałam jej muzykę do oceny bardzo często. Generalnie Maja jest taką osobą, która inspiruje i motywuje do czegoś. jest bardzo wspierającą osobą, lubi prawić dużo komplementów (śmiech), co buduje poczucie naszej wartości. Stwierdziła, że idealnie, będzie, gdy ja również zrobię kompozycję do jednego z filmów. Nie myślałam jeszcze o tym, aby wejść na scenę ze swoją muzyką. Pewnie długo bym z tym zwlekała, gdybym nie dostała konkretnego terminu. Jest to dobra okazja, bo film nie jest długi, mogę spróbować różnych rzeczy. Ilustracja do filmu to ciężkie zadanie  i wiem, że publiczność nie będzie skupiała się tylko na tym co słyszą  tylko też będą mieli wizualny podkład. Dochodzi do tego fakt, że zawsze chciałam studiować muzykę i media, by tworzyć muzykę do reklam, w jakiś sposób muzyką lepiej sprzedać produkt bądź tworzyć muzykę do filmów i dowiadywać się jak wielkie znaczenie ma dla wypowiedzi bohaterów, scen i czy można muzyką wzbogacić wiadomość danego filmu czy też można ją zakłócić. Mimo iż Lava jest w mniejszej formie, to czuję, że spełniam swe marzenia. I niepewność - moja kompozycja może wzbogacić film albo też totalnie zepsuć. 

 

Progrefonik: Z tego co wiem, lubisz ryzykować. Jak idą przygotowania? Jesteś zadowolona z dotychczasowej pracy? Zostało niewiele czasu. 

 

Leona Jacewska: Tak, zostało niewiele czasu i byłabym zadowolona, gdyby było go jeszcze troszkę więcej. Robię coś innego. Na początku zastanawiałam się jakich będę używać maszynek, z jakim elektronicznym, rytmicznym podkładem będę pracować. Później postarałam się pomyśleć inaczej, że przecież to nie musi być taneczna muzyka, to jest jednak ilustracja. Wzięłam rekorder i chodziłam w różne miejsca, nagrywać dźwięki natury; stałam na moście i nagrywałam przejeżdżające samochody - w domu próbowałam to zgłośnić, nałożyć pewne efekty, aby całą salę wypełnić tą atmosferą. Ta atmosfera jest dla nas wszystkich naturalna, bo każdego z nas otacza. To nie będzie nikomu przeszkadzało, bo zgłośnię to w ten sposób, że będzie trwał jakiś ciąg przez całą kompozycję. Byłam w tym celu w bibliotece, w wielkiej hali, gdzie panuje ogromny szum. Zwłaszcza, gdy komuś spadł długopis, pogłos strasznie rozchodził się po sali. Chciałabym to połączyć. Mój film jest bardzo mroczny, jest dużo lasu, jest też tancerz - prócz natury, chcę stworzyć coś poetyckiego. Wezmę te swoje klasyczne klawisze, do których jestem przyzwyczajona grać, żeby nie zestresować się za bardzo.  Chcę w taki sposób dopasować swoją improwizacje, aby korespondowało to z tańcem. Próbowałam to robić i jest to niezwykle trudne, bo trzeba ten film znać na pamięć, przewidywać każdy ruch tancerza, aby trafić w odpowiednim momencie w klawisz. Niemniej, wcześniej chcę dobrać harmonię, która idealnie będzie do niego pasowała.

 

Film, do którego Leona komponuje muzykę. 

 

 

Progrefonik: Muzyka w filmie odgrywa - odważę się powiedzieć - kluczową rolę, o czym również sama wspomniałaś. Nieraz czyni film wspaniałym dziełem sztuki. Zatem czy jest taka ścieżka dźwiękowa, która szczególnie zapadła Ci w pamięć? 

 

Leona Jacewska: Harry Potter (śmiech)! Nieee. Mam jeden film, którego soundtrack uwielbiam. Jest to Jackie Brown w reżyserii Tarantino. Są to świetne kawałki, ale niestety nie stworzone na potrzeby tego filmu. Musiałabym się nad tym zastanowić. 

 

Progrefonik: A gdybyś miała możliwość zreinterpretowania jakiegoś soundtracku, tak jak zrobili to chociażby Xiu Xiu z muzyką z Twin Peaks autorstwa Angelo Badalamantiego, to co by to było? 

 

Leona Jacewska: Przypomniałaś mi! To jest doskonały sountrack!  A czy miałabym taki film? Hm. Chciałabym, by był to film, którego akcja odgrywa się w kosmosie albo gdzie jest dużo natury. Jakiś film, który jest powolny, do którego pasowałoby moje umiejętności - na pewno nie wojenny (śmiech). Taki film, który odbiega od rutyny, który jest science fiction. Można poeksperymentować, zaskoczyć czymś nowym. 

 

Progrefonik: Na koniec chciałabym jeszcze wrócić do SZUMu. Twojego autorskiego cyklu imprez, który nieustannie się rozwija - można by powiedzieć - opanowuje Kraków. Myślisz, że przekroczy granice tego miasta i ogarnie całą Polskę?

 

Leona Jacewska: Szczerze mówiąc, na początku zastanawiałam się nad tym. Nie jest ciężko zrobić imprezę w innym mieście poza Krakowem - pytanie jest czy się uda, czy się nie uda. Zwłaszcza, gdy nie ma twoich znajomych, którzy tworzą tę imprezę, wspierają. W innym mieście może być ciężko, bo oprócz fajnego artysty, bez ludzi impreza nie działa. Zawsze myślałam, że jeżeli SZUM jest krakowski, a ktoś, kto  będzie chciał odwiedzić tę imprezę - przyjedzie z drugiego końca Polski. Klimat odgrywa ważną rolę, a klimat ten tworzą moi znajomi, którzy bardzo mi pomagają. Chociażby Maja, która robi zdjęcia. Gdybym robiła SZUM w Warszawie, to kwestia tego czy Maja pojechałaby ze mną. Niemniej, kolejna impreza zaraz po Lavie odbędzie się w Katowicach, ponieważ rozchodziło się o loty artysty. Łączę siły z imprezą SKAN i nie będę się przejmowała, bo lokalne katowickie siły mocno mnie wesprą.

 

Progrefonik: A możesz zdradzić tajemnicę kto zagra na nadchodzącej edycji SZUMu?

 

Leona Jacewska: To nawet nie jest już tajemnica. Będzie to Dietroiter z Hamburga, który grywa m.in. z Heleną Hauff. On prawie od 20-30 lat jest DJ-em. Gra bardzo długie sety. Jest świetnym artystą, a przede wszystkim wspaniałym nauczycielem. Wiele mnie nauczył podczas gdy mieliśmy okazję grać razem na tych samych imprezach. Bardzo to doceniam, gdy ktoś doświadczony służy radą i drobną pomocą. Zrobił na mnie fenomenalne wrażenie.  Jest rezydentem słynnego hamburskiego klubu Golden Pudel. Także, zagra w czerwcu zarówno w Katowicach, jak i tutaj, w Krakowie na Szpitalnej 1 z okazji Wianek, gdzie serdecznie zapraszam. 

 

Progrefonik: Wspaniale! Dziękuję Ci za rozmowę!  Powodzenia. 


Leona Jacewska:
Dziękuję!

 


Serdeczne podziękowania należą się Marcinowi Maliszowi za pomysł, Jakubowi Jacherowi za dostosowanie swojej podgórskiej Barki do rozmowy, Pani, która zrobiła kilka zdjęć, a także wszystkim wspierającym inicjatywę. 

Pyta:

Karolina Kobielusz