WYWIAD: Kobieta z wydm

Wywiady
O metaforze, windzie, żelkach, zbiornikach wodnych i nietypowych dźwiękach otoczenia porozmawiałam z Państwem Król oraz Mateuszem Rychlickim - niezwykle ciekawymi osobowościami tworzącymi projekt Kobieta z wydm. Rozmowa odbyła się przy okazji OFF Festivalu w Katowicach w pierwszy weekend sierpnia. Czas ten upłynął pod znakiem fascynujących, muzycznych doświadczeń oraz przede wszystkim niezwykle silnych emocji, towarzyszących chociażby podczas tej rozmowy. Zapraszam zatem do lektury! 
                                                                                                                                                                                           Karolina Kobielusz

 

 PROGREFONIK: Odnoszę wrażenie, że Kobieta z wydm to projekt-metafora. Mogłoby się wydawać, że teksty, a nawet muzyka są zupełnie odrealnione. Skąd się to bierze?

 

Błażej Król: Powiem skąd się to nie bierze. Na pewno to nie jest przekora i na pewno to nie jest poza. Podejrzewam, że jest to efekt mimiczny, że pojawia się to znikąd, że przeobrażamy się, że pracujemy, że nie zatrzymujemy się na tym cośmy zrobili na płycie - to cały czas pracuje, a przez to, że to pracuje, zmienia swoją pierwotną postać. Nie z poczwarki, ale z jakiegoś stanu zmienia się w inny stan i nie wykluczone, że wróci do niego. Wróci, bo to nieustannie pracuje.

 

PROGREFONIK: A z jakiego stanu się to wywodzi?

 

Błażej Król: To są stany, które generują trzy różne postaci. Ja, Iwona i Mateusz. Każdy ma różne stany emocjonalne czy te w kwestii samopoczucia. To generuje, że te nieraz proste i czasami dziwne piosenki są przeflitrowywane na bieżąco przez to, co przeżywamy.

 

Mateusz Rychlicki: A jakie Ty metafory przeżywasz słuchając naszej płyty?

 

PROGREFONIK: Ja generalnie odniosę się do hasła „Bental”. Nie czuję się, jakbym była na dnie, tylko poprzez ten tekst-przenośnię, a nawet samą muzykę, gdzie symbioza dźwięków jest dla mnie swoistą metaforą, jestem wywierana na powierzchnię zbiornika wodnego. To jest bardzo niepokojące, intrygujące i uznaję, że nie do końca mroczne, bo pojawia się światełko, które prowadzi mnie w zupełnie niezidentyfikowaną, dziwną i paradoksalnie bezpieczną stronę - otchłań, która pożera, ale mając świadomość tych trzech jednostek - was - nie pozwala pożreć mnie do końca. Zatem jak myślicie, co jest tą siłą, która wywiera album ku lustrze wody?

 

Błażej Król: Bardzo podoba nam się Twoja interpretacja. 

 

Mateusz Rychlicki: Wydaje mi się, że mimo że lubimy rzeczy, które są mocno mroczne i niepokojące to dla nas są to rzeczy, które pozytywnie nas nastrajają. To są dwa różne bieguny - z jednej strony jest coś co kojarzy się nam z ciemnymi barwami, że lubimy niepokój, ale traktujemy to jako środek wyrazu czegoś pozytywnego. Powiedziałaś zresztą, że ten album dokładnie tak Ci się kojarzy  - jest w nim coś mrocznego, ale jednak wszystko ciągnie w kierunku światła.

 

Iwona Król: Może przez to, że my nie jesteśmy mroczni na codzień. Nie jesteśmy ponurakami. Jesteśmy weseli, szczęśliwi. Może to jest złoty środek. 

 

PROGREFONIK: Jakimi dźwiękami, w takim razie, byście się zdefiniowali? 

 

Błażej Król: Jakby wziąć garść żelek, czyli wielką słodkość, intensywnie ją przeżuwać. Później cieszyć się słodkością, a jednocześnie przesłodzeniem. Ssanie do bólu. 

 

Iwona Król: To jest banalne, ale lubię dźwięk szumu morza. Uwielbiam leżeć na plaży, gdy jest chłodno; leżeć pod kocem. Wtedy morze nie dochodzi bezpośrednio, między nami jest bariera, którą być może powoduje koc. Niekoniecznie siebie określiłabym tym dźwiękiem, ale to naprawdę coś przyjemnego.

 

Mateusz Rychlicki: Z pewnością to będzie winda. Coś się otwiera, zamyka, później dźwięk jest jednostajny. Na sam koniec znowu pojawia się dźwięk otwarcia i zamknięcia. Ostatnio nagrałem dźwięk starej windy, w bloku, w którym mieszkałem od urodzenia. Winda ta wydawała bardzo charakterystyczny dźwięk. Jadąc tą windą wydawało się, że słucha się utworu ambientalnego. Ona teraz po 40 latach była wymieniana. Musiałem ją nagrać. Stąd przyszło mi na myśl, że jestem właśnie nią.

 

PROGREFONIK: Zdarza się Wam nagrywać dźwięki otoczenia przy Waszym projekcie, tak jak w przypadku windy? 

 

Mateusz Rychlicki: Tak, nie za często, ale jednak ten element w różnego rodzaju samplach pojawia się. 

 

Błażej Król: My z Iwoną mamy w planach nakręcić nasz stosunek seksualny dźwiękiem. Tylko to będą te subtelniejsze dźwięki. Swoją drogą.. Mateusz będąc tą windą, zabierasz nas na różne piętra! 

 

PROGREFONIK: A co jeśli będzie jej awaria?

 

Błażej Król: Poradzimy sobie. Wspólnymi siłami, wbrew banalności, jest się w stanie trochę zrobić. 

 

PROGREFONIK: Czyli istotą Kobiety z wydm jest siła sióstr!

 

Błażej Król: Tak. Szanujemy się i nie wstydzimy się siebie. Niewstydzenie się swoich emocji. Wtedy jest szczerość i akceptacja - większa lub mniejsza, a to są bardzo ważne rzeczy. 

Autor:

Karolina Kobielusz