Szum Międzymiastowy 01

Animacja: Olga Zip

Szum Międzymiastowy to projekt-inicjatywa prowadzony od 2017 roku. Ma on na celu pokazanie, że muzyka to nie tylko artyści, płyty, recenzje i koncerty, ale również i my – słuchacze. Zadaliśmy kilka stałych pytań osobom, które swoimi interesującymi poglądami i myślami współtworzą to, co dla nas jest tak przeogromnie znaczące. Niech zabiorą nas w ich muzyczne światy, które jak gwiazdy tworzą konstelacje na niebie zwanym przez nas muzyką.

WIKTORIA STUDNICKA, POZNAŃ


Studiuję malarstwo na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Interesuje mnie pojęcie sztuki konceptualnej, eksponowanie samego procesu twórczego. Malarstwo jest dla mnie ucieczką od otaczającej mnie rzeczywistości. Dzięki niemu mogę wejść w głąb własnej duszy. Jest ono podróżą w poszukiwaniu siebie.

WIKTORIA

Jakim dźwiękiem zdefiniowałabyś siebie?
Wszystko zależy od etapu w moim życiu. Aktualnie określiłabym się jakimś niezgodnym współbrzmieniem, dysonansem.

Co było dla ciebie ostatnią „muzyczną” niespodzianką?
Trudno mi określić „muzyczną” niespodziankę. 
Ostatnio wróciłam do soundtracku z „The Fountain”. Clint Mansell dostarczył mi tą muzyką niesamowicie skrajne emocje. 
Stosunkowo niedawno odkryłam album „Help” Duval Timothy, który nieustannie brzmi w moich głośnikach. 

Jaki soundtrack przypisałabyś do swojej ulubionej chwili?
Soundtrack z „Psów”. Suita jazzowa.
Słuchając go czuję, że życie na chwilę zwalnia. Odczuwam wszystkie emocje trzy razy silniej. Przywołuję on we mnie te dobre, jak i złe wspomnienia. Ta muzyka jest ukojeniem, pozwala przetrwać ciężki czas. 

Co jest dla Ciebie najważniejsze w muzyce?
Emocje, jakie dostarcza mi dany album czy utwór. Coś o czym przez długi czas nie mogę zapomnieć. Coś co mnie inspiruje i pobudza wszystkie zmysły. Coś nietuzinkowego.

KORNEL TCHÓRZEWSKI, WARSZAWA


Pracuję jako korposzczur, który jest na nietypowym stanowisku w callcenter. Gdybym stracił słuch bym się chyba zajebał. Mieszkam w dużym mieście na zadupiu.

KORNEL

Jakim dżwiękiem zdefiniowałbyś siebie?
Tak szczerze, to takim cichutkim glitchem i szumem który lekko sobie wybrzmiewa i wybrzmiewa jak niekończący się dron — czasem to brzmienie jest przyjemne, a czasem nie — ale zawsze tam jest.

Co było dla ciebie ostatnią muzyczną niespodzianką?
Jeśli chodzi o muzyczną niespodzianką ogółem, to po latach nienawidzenia metalu, w końcu metal polubiłem (w większości). A jeśli chodzi o muzyczną niespodziankę taką bardziej konkretną, to bardzo polubiłem po prostu operę: „Boris Dogunov” Mussorgskiego. Za operami z tamtych czasów nie przepadam, ale ta mi mocno przypadła do gustu. 

Jaki soundtrack przypisałbyś do swojej ulubionej chwili?
To nie jest tak że mam jakiś konkretny przykład życiowy, konkretną ulubioną chwilę — ale ogółem moje ulubione chwile to są takie, w których czuję się, jak gdyby w życiu moim i innych, zapanował całkowity spokój. A na takie chwile to w sumie soundtrack z filmu „Ema” jest idealny. Ewentualnie, gdy chodzi o takie chwile w których chcę się tylko rozkoszować życiem i rozpłynąć w atmosferze, to koniecznie towarzyszyć mi musi „It’ll End In Tears” stworzone przez przedsięwzięcie This Mortail Coil.

Co jest dla Ciebie w muzyce najważniejsze?
Są dwie rzeczy, których zawsze poszukuję w muzyce — oryginalności i emocji. I to nie jest tak, że obie te cechy muszą się ze sobą łączyć, to też nie jest tak, że połączenie tych dwóch cech przynosi o niebo lepszy efekt w moim odbiorze muzyki. Jest to oczywiście synteza, którą wtedy kocham, ale takie połączenie powoduje po prostu inne efekty niż sama oryginalność czy same emocje — nie lepsze czy bardziej pożądane, a po prostu inne.

AREK BLATKIEWICZ, KRZESZYCE


Mieszkam w Krzeszycach. na co dzień pracuję w Kostrzynie nad Odrą. Zajmuje się obróbką skrawaniem w firmie produkującej maszty do dźwigów. Osobiście bardzo lubię motoryzację wszelakiej maści oraz jak wiadomo – muzyczkę. Mieszkam blisko lasu. Lubię często tam zaglądać i cieszyć się naturą. Dodatkowo aktywnie funkcjonuje jako strażak w ochotniczej straży pożarnej.

AREK

Jakim dźwiękiem zdefiniowałbyś siebie?
Dźwięk, który mógłby mnie definiować to chyba dźwięk ogniska.

Co było dla Ciebie ostatnią muzyczną niespodzianką?
Muzyczną niespodzianką jest fakt, że piosenkę “Gumisie” śpiewa Andrzej Zaucha, a nie Zbigniew Wodecki. Myślałem tak do niedawna.

Jak soundtrack przypisałbyś do swojej ulubionej chwili?
Do swojej ulubionej chwili chciałbym przypisać numer: Nikola Gala – A Voice From Outer Space. Myślę, że zasługuje na takie miano. Będąc jeszcze w półśnie któregoś wieczoru zaczął się piękny sen, w którym byłem sobie w domu, w górach. Nieświadomy niczego z tym soundtrackiem, który leciał wtedy z słuchawek, przeżyłem najlepszą imprezę w życiu! To trwało jakąś chwilę. Snu nie można mierzyć jednostką czasu, ale to wystarczyło, żeby poczuć się jak …w niebie?? Serio to było jak najlepszy lot 

Co jest dla Ciebie w muzyce najważniejsze?
W muzyce chyba najważniejszy jest feeling. Muzyka ma łączyć ludzi i chciałbym żeby taka była.

 

 

 

 

 

© PROGREFONIK 2021

 

INTERDYSCYPLINARNA PLATFORMA Z OBSZARU SZTUK DŹWIĘKOWYCH I WIZUALNYCH