Szum Międzymiastowy 02

Grafika: Olga Zip

Szum Międzymiastowy to projekt-inicjatywa prowadzony od 2017 roku. Ma on na celu pokazanie, że muzyka to nie tylko artyści, płyty, recenzje i koncerty, ale również i my – słuchacze. Zadaliśmy kilka stałych pytań osobom, które swoimi interesującymi poglądami i myślami współtworzą to, co dla nas jest tak przeogromnie znaczące. Niech zabiorą nas w ich muzyczne światy, które jak gwiazdy tworzą konstelacje na niebie zwanym przez nas muzyką.

YANA ANDROSOVA, Warszawa


soundcloud

DJ YANA

Jakim dźwiękiem zdefiniowałabyś siebie?
Bzyczenie pszczółki.

Co było dla ciebie ostatnią „muzyczną” niespodzianką?
Pewnie to samo, co dla wielu ludzi w pandemii – że diggowanie muzyki, która składa się z niewielu dzwięków potrafi być przyjemne i wiele daje. Nie robię tego super często, bo trochę inne rzeczy mnie interesują, ale całkiem się przekonałam, co kiedyś byłoby nie do pomyślenia.

Jaki soundtrack przypisałabyś do swojej ulubionej chwili?
Oddechy ludzi, zwierząt i roślin nałożone na siebie w kilka warstw do ćwiczeń oddechowych, które wykonuję codziennie. Zapętlony gitarowy cover “Alberto Balsam” Aphexa Twina do wspomnień z dzieciństwa. Do tego też jak babcia gada a rosyjska telewizja gra, najlepiej jakiś rozdzierający serce odcinek programu o zwierzętach, lub kryminał, który przenigdy nie powinien się znaleźć w dziennej ramówce, a jednak. Kocham tańczyć, wtedy czuję się w całości ze sobą, brakuje mi bardzo wyjść na imprezki tylko po to by zatopić się w dźwiękach i ludziach dookoła. Zrobiłam więc ostatnio długi, bo 3godzinny dj set, który bym zagrała teraz gdybym mogła, trochę też tam jest wspomnień z kolejnych ulubionych chwil, czyli grania jako DJ na imprezkach. Wyjdzie kiedyś gdzieś.

Co jest dla Ciebie najważniejsze w muzyce?
Zabawa. Najważniejsze to za-ba-wa, kiedy słyszę, że artysta tworząc (obojętnie jaki gatunek) swoją muzykę bawił się w procesie dźwiękami, układem, uczuciami swoimi i odbiorców. Różnorodność w sposobie przekazu. Z ciężkim sercem słucham muzyki, która jest monotonna. Nie żeby było w niej coś złego, po prostu ja już tak mam, że nie umiem usiedzieć wtedy w miejscu. Nietypowe dla mnie dźwięki i inny sposób myślenia. Moment, sekunda, na którą się czeka, bo to właśnie tam jest nutka, która już się nie pojawi. Ekspresja artysty, gdy jest “jakiś”, nawet, a może właśnie tak samo, gdy jest kiepski tak samo jak dobry. Byle by było słychać, że jest zajawkowiczem. Poczucie humoru, radość – te momenty, w których słucham muzyki i śmieję się do niej. Kiedy muzyka łączy umysły i dusze, ociepla serca.

JULITA GOŹDZIK, Warszawa


Jestem artystką wizualną, głównie pracuję jako kostiumografka i scenografka. Bliskie jest mi myślenie rzeźbiarskie i uważny wybór materiału, który najlepiej odda symbolikę danego obiektu, najchętniej sięgam po dziwne tkaniny i tworzywa naśladujące świat organiczny, fantazjując sobie o nieistniejących, hybrydycznych istotach. Ważnym elementem moich działań jest podążanie za swoimi snami, intuicją i przypadkami. / ig: @julitagozdzik

JULITA

Jakim dżwiękiem zdefiniowałbyś siebie?
Codziennie trochę innym. Dziś na przykład najbliżej jest mi do wyobrażenia sobie, że jestem takich cichym, chlupotaniem wody o drobne kamienie, a naraz coś mnie trochę wierci, słyszę w tle jakieś niecierpliwe drapanie skóry.

Co było dla ciebie ostatnią muzyczną niespodzianką?
Svitlana Nianio i szczekanie mojego psa, bo dopiero co się tego nauczył.

Jaki soundtrack przypisałbyś do swojej ulubionej chwili?
Strasznie to trudne, o rany… nie ma takiej jednej chwili, która byłaby moją ulubioną, ale wybierając spośród ostatnich chwilek, to cudowne było, kiedy jadąc samochodem na wycieczkę razem z moją przyjaciółką Gosią słuchałyśmy audycji Olgi Gniadzik w Radio Kapitał, mega świetnej, pełnej muzyki z okresu 2000-2010, która jest głęboko zapisana w moich wspomnieniach gimnazjalno-licealnych imprez. No i akurat jak zatrzymałyśmy się w lesie na szybkie siku to poleciał Benny Benassi i “Satisfaction”, odtańczyłyśmy sobie wtedy naprawdę świetny taniec… A gdybym miała wybrać soundtrack, który zawsze jest ze mną gdzieś z tyłu głowy, to zdecydowanie jest to “The Leanover” Life Without Buildings.

Co jest dla Ciebie w muzyce najważniejsze?
Najbardziej cenię w muzyce mistyczność i utrwalanie nastrojów, które trudno nazwać słowami. Przyciągają mnie nieoczywiste zestawienia porządków, wszelkie brudy, nieprofesjonalność, domowy charakter. Lubię czuć po drugiej stronie istotę, która ma jakiś swój wyjątkowy, intymny świat.

PAWEŁ SZKOTAK, Kraków


Z wykształcenia jestem muzykiem klasycznym. Oczywiście bezrobotnym bo – cytując Ferdynanda Kiepskiego – “w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem”. Moje bardziej profesjonalne zainteresowania obejmują wykonawstwo muzyki dawnej na historycznych instrumentach klawiszowych. Szczególnie muzyki włoskiej przełomu XVI i XVII stulecia. Na co dzień jednak zajmuję się muzyką w szerszym kontekście i aktualnie przygotowuję wydanie kilku krótkich albumów łączących moją profesję z wykorzystaniem field recordings i elektroniczną manipulacją. Oprócz muzyki zajmuję się malarstwem i pracuję nad pierwszą książką, a we wszystkich tych dziedzinach obrałem sobie za cel tworzyć rzeczy nowe przy jednoczesnym wykorzystaniu klasycznych elementów spuścizny kulturowej Europy. / ig: pawel_szkotakk

PAWEŁ

Jakim dźwiękiem zdefiniowałbyś siebie?
Bardzo mi bliskie, i w pewien sposób mnie definiujące, są dźwięki wody z całym swoim spektrum brzmień i wolumenów zmieniających się w zależności od środowiska..

Co było dla Ciebie ostatnią muzyczną niespodzianką?
Po dosyć długim okresie znużenia produkcjami pozbawionymi oryginalności i wykonaniami bez polotu bardzo zaskoczył mnie swoją niebywałą energią i nieprzewidywalnością utwór Johna Adamsa “Must the Devil have all the good tunes?” w wykonaniu Yuji Wang wraz z orkiestrą Los Angeles Philharmonic pod batutą Gustavo Dudamela. Ostatnio wielką niespodzianką jest dla mnie także twórczość fortepianowa Georges’a Aperghisa (szczególnie jego “Simata” w wykonaniu Nicolasa Hodgesa) oraz zaskakujący utwór “Rothko Chapel” Mortona Feldmana, który mogę gorąco polecić fanom bardziej kontemplatywnych utworów i malarstwa Marka Rothko.

Jak soundtrack przypisałbyś do swojej ulubionej chwili?
Wyjątkowych chwil jest wiele i każda ma nieco inne okoliczności, a przez co i inny “wydźwięk”. Moja ulubiona chwila to prawdopodobnie stan limerencji, i choć zwykle nieodwzajemniony to zawsze pozostaje w pamięci niezwykle przyjemny. Chwili tej przypisałbym utwór “Limerence” Yves’a Tumora.

Co jest dla Ciebie w muzyce najważniejsze?
Dla mnie najważniejsza w muzyce jest różnorodność. Współczesne serwisy internetowe oferują nam dostęp do ekstremalnie bogatej gamy stylów i uczuć zawartych w muzyce od początku jej istnienia, zapewniając nie tylko wgląd w ewolucję ludzkiej emocjonalności i wrażliwości estetycznej na przestrzeni historii, ale i zapewniają każdemu indywiduum niewiarygodnie szeroki wachlarz dzieł ubogacających ludzkie doświadczenia, umożliwiających tworzenie własnego muzycznego Edenu, a nawet alterujących percepcję otaczającej nas rzeczywistości.

 

 

 

 

 

© PROGREFONIK 2021

 

INTERDYSCYPLINARNA PLATFORMA Z OBSZARU SZTUK DŹWIĘKOWYCH I WIZUALNYCH