Michał Maliński

Umarły protesty! Niech żyje techno?

„Jeśli nie mogę tańczyć, to nie moja rewolucja”
– cytat przypisywany Emmie Goldman 

A co jeśli mogę? Czy taneczna formuła, która potrafi wzbudzić wiele kontrowersji, jest celem samym w sobie, czy może efektem? Od erupcji protestów przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej minęły już miesiące. Stoimy właśnie w obliczu groźby dalszych legislacyjnych podłości, toniemy po trzeciej fali pandemii. Z pewnością jeszcze nie raz wyjdziemy na ulice. Tymczasem strajki zdążyły przeobrazić się w dyskusje. To naturalne, że siła, która pod koniec zeszłego roku wymiotła na ulice setki tysięcy osób, przeszła w fazę refleksji nad naszymi działaniami. W tym nad fenomenem techno blokad, które towarzyszyły manifestacjom w wielu dużych miastach. Dlatego dziś, po czasie i na chłodno, wracamy do tamtych tygodni, by zastanowić się – jak działali_łyśmy jako środowisko muzyki klubowej? Chcemy, by ta chwila zastanowienia w postaci niniejszego reportażu mogła być motorem do działań w przyszłości.

Nietrudno odnieść wrażenie, że to właśnie listopadowe wydarzenia „wynaturzyły” podział polskiej sceny klubowej. Ale może tylko tak nam się wydaje. Niestety jesteśmy za to pewne, że dalszy rozdział, z różnych przyczyn, postępuje. Dołączając do dyskusji na temat jednoczenia się, szukamy sedna sprawy w pierwszych blokadach. W różnym czasie, skontaktowałyśmy się z organizator(k)ami techno blokad z Poznania i Warszawy. Na mapie protestacyjnej wyraźnie zarysowały się też Kraków, Katowice i Wrocław. Jak ważne było siostrzeństwo i czy stało się postulatem? Czy można powielać opinie, że organizatorzy_rki blokad zbili_ły na nich swój kapitał? Czy wszystko poszło po ich myśli? Poznajmy różne perspektywy.

Poznańskie protesty to nie tylko ten zabawny, szerowany na potęgę nagłówek z Gazety Wyborczej. Scena elektroniczna tego miasta od lat wykracza swoją działalnością poza czysto muzyczne aspekty i jest jednym z bodaj najbardziej zaangażowanych społecznie środowisk. Na pierwszy plan wysuwają się tu związki społeczności klubowej i LGBT+, wyraźnie podkreślany jest aktywistyczny charakter wielu działań. Nie powinna więc dziwić obecności techno blokad, które w stolicy Wielkopolski organizowała grupa DJs związanych z lokalną sceną klubową. Podobno zorganizowanie pierwszego wydarzenia zajęło 24 godziny. Na moje pytania odpowiedziały osoby za to (współ)odpowiedzialne: Agathe HP, Jasiu, ya.khub i Aleksandra Sudolska.

Zacznijmy od motywacji stojących za zorganizowaniem wydarzeń. Jak słusznie zauważa Aleksandra, „protesty przy dźwiękach muzyki i jednoczących się ludziach mają miejsce na całym świecie od wielu lat, m.in.: 

  • w Gruzji przeciwko polityce antynarkotykowej;
  • w USA już od lat 60-tych, przeciwko wojnie w Wietnamie i rasizmowi;
  • w Berlinie, gdzie regularnie odbywają się protesty przy dźwiękach muzyki, ostatnio podczas Black Lives Matter, setki łódek spłynęły kanałem Sprewy w formie protestu.”

Powody przygotowania inicjatywy można też oczywiście wyjaśnić bardziej personalnymi pobudkami, jak Jasiu, którego „główną motywacją było to, by dać protestującym upływ negatywnych emocji i zjednoczyć wszystkich z pomocą muzyki” oraz Agathe HP, która wspominała: „protesty trwały od tygodnia i z dnia na dzień kumulowały się w nas emocje – z uwagi na sytuację i to, dlaczego protestujemy – negatywne. Ya.khub dodał też, że „powoli było czuć zmęczenie i spadek sił witalnych wśród protestujących. Reagowali oni żywiej na remiksy znanych utworów oraz bardziej skoczną i pozytywną w swoim wydźwięku muzykę elektroniczną”. Co stało się z tymi wszystkimi emocjami podczas techno blokady? „Mimo muzyki, ludzie dokładali rytmiczne hasła sprzeciwu – idealny przykład przekucia agresji w taniec i specyficzny śpiew”, podpowiada Jasiu. Ya.khub zaś uważa, że „protest przy akompaniamencie muzyki „naładował” osoby, które się na nim pojawiły, energią do kolejnych działań i do ponownego wychodzenia na ulice miast”.

A jednak największym zarzutem jaki padał pod adresem techno blokad w ogóle, było przenoszenie energii strajkowej na taniec i przemienianie protestów w regularne, plenerowe imprezy. Czy osoby organizujące blokady w Poznaniu podzielały te obawy? „Wierzymy, że większość zgromadzonych rozumie, że jesteśmy na ulicach w formie buntu. Walczymy o uregulowanie decyzji TK w sprawie aborcji, o wolny wybór kobiet, ale również zdajemy sobie sprawę z faktu, iż nasze postulaty dotyczą też innych płaszczyzn pola życia społecznego. Jest to czas protestu, wyrażania jedności w próbie zmiany zaistniałego stanu rzeczy” – tłumaczy Aleksandra. Agathe HP przyznała mi wprost: „uważam, że techno blokada to odpowiednia forma wsparcia protestów poprzez środowisko klubowe. DJ-e, czyli my, grając muzykę nie tylko przekazują energię do dalszych działań, ale w pewnym stopniu dają możliwość rozładowania emocji nie zahaczając o przemoc”. Jasiu przywołuje zaś ciekawy sposób organizacji samych setów na poznańskich wydarzeniach: „graliśmy w damsko-męskich parach lub trójkach. Dzięki temu podczas selekcji każdy chłopak mógł zrozumieć jakie emocje towarzyszą naszym kobietom oraz w jaki sposób chcą je wyrazić za pośrednictwem repertuaru”.

Czy same postulaty zostały równie donośnie wyrażone? To w końcu kolejny ostry zarzut wobec techno blokad – zagłuszanie haseł protestacyjnych, zwłaszcza tych pro-abo. „Musimy zdawać sobie sprawę z postulatów i mieć je w pamięci, jednak pamiętajmy też, że one nie formułują się na ulicach,ale podczas dyskusji przy stolikach” – zauważyła Aleksandra. Ya.khub przyznaje zaś, że „pojawiły się pewne mankamenty, które mogą ulec poprawie, jeśli znów miałoby dojść do kolejnego działania takiego typu. Niestety niektórzy ludzie potraktowali nasze działanie jako okazję do wyjścia na imprezę na świeżym powietrzu, zapominając o intencji, w którym ono powstało. Po drodze zaginął w pewnym stopniu przekaz tego działania. Częściej było słychać hasła takie jak jebać PiS i wypierdalać, a nie hasła dotyczące walki o legalną aborcję w Polsce”. Aleksandra odwołała się do tej opinii następująco: „według mnie w Poznaniu incydenty stricte imprezowe były śladowe. Ludzie się bardzo dobrze zachowali, nie widziałam jawnego spożywania alkoholu” i dodaje szerszą refleksję – „W naszym kraju młode pokolenie dopiero kształtuje w sobie świadomość politycznego buntu. Dlatego powinniśmy edukować i przypominać o powadze sytuacji, zamiast negować zmemizowane hasła czy roztańczonych ludzi. Jest to pokojowa forma protestu. Chyba nie chcielibyśmy, aby zamiast muzyki w tle paliły się koktajle Mołotowa. Pamiętajcie, że Techno Strajki to nie impreza pod gołym niebem, to forma protestu. Chcemy być traktowani poważnie, z szacunkiem, dlatego tak też sami się zachowujmy, szanując innych i pamiętając o powadze sytuacji!” – upomina.

Z perspektywy czasu dość znamiennie brzmi jeszcze jeden z fragmentów jej odpowiedzi: „Jesteśmy środowiskiem klubowym, w którym przyświecają wartości PLUR – pokoju, miłości, wspólnoty i szacunku. Dlatego czujemy się w obowiązku, aby za naszymi działaniami nie stały tylko pobudki rozrywkowe, ale pewne postulaty i wartości, o które nasi protoplaści walczyli w poprzednich dekadach. Wszyscy chcemy zmian w naszym kraju, pierwszy krok został zrobiony, jesteśmy na ulicach, nie pozwólmy, aby ten płomień zgasł w nas poprzez podziały i brak pełnej zbieżności naszych przekonań. Każdy z nas jest obywatelem, ma prawo do własnych poglądów i pobudek. Działajmy kolektywnie i nie doszukujmy się różnic, ale podobieństw. W jedności siła. Tylko w ten sposób mamy realne szanse coś zmienić. Mamy potrzebę zjednoczenia ludzi, którzy czują się częścią Schronu, częścią kultury klubowej. To dla nas spore wyzwanie i odpowiedzialność, którą chcemy wypełnić. Dlatego zabieramy głos i zawsze będziemy to robić. Docieramy do sporej liczby młodych ludzi i czujemy się odpowiedzialni za jasną komunikację naszych wartości”.

Spory sporami, ale at the end of the day wybrzmiewa jedno: „muzyka łączy, jednoczy, w tak ważnym dla Polski czasie, to bardzo istotne, by się wspierać” i „muzyka łączyła nas każdego wieczoru w klubach, bez względu na to kim jesteś, kim byłeś”, co przyznali odpowiednio Jasiu i Agathe HP.

W naszym kraju młode pokolenie dopiero kształtuje w sobie świadomość politycznego buntu. Dlatego powinniśmy edukować i przypominać o powadze sytuacji, zamiast negować zmemizowane hasła czy roztańczonych ludzi. Jest to pokojowa forma protestu. Chyba nie chcielibyśmy, aby zamiast muzyki w tle paliły się koktajle Mołotowa. Pamiętajcie, że Techno Strajki to nie impreza pod gołym niebem, to forma protestu.

Aleksandra Sudolska

O poznańskim proteście z podziwem wypowiada się Krysia Zaum – organizatorka stołecznej Techno Blokady. Zauważyła, że odbył się on w stylu „parady miłości, platformy z muzyką, kooperacji klubów, inicjatyw.”. Zarówno Krysi, jak i współorganizującym blokadę Wiki (pomysłodawczyni), Olo i dwóm Tomkom również zależało na idealistycznym zsolidaryzowaniu się w imię praw kobiet. Pomimo chęci zaangażowania się lokalnych klubów, a także kilku różnych osób, które wywęszyły potencjał w ich pomyśle i uznały ją za dobry Real Time Marketing,  postanowiły działać na własnych, niedyktowanych przez nikogo zasadach. Pomysł zrodził się spontanicznie z potrzeby buntu. Jak mówi Krysia „To była dla nas wojna! Chodziło o to,  by ruszyć na protest z techno,  jako pewnego rodzaju  sztandarem.”  Dla organizatorek oczywiste było, że muzyka elektroniczna, jako ta zaangażowana, będzie pasować do tego rodzaju pochodu. Planowanie protestu z perspektywy Krysi naznaczone było ogromnym napięciem psychicznym i stresem. Choćby dlatego, że podczas przygotowań dostawały wiele wiadomości od osób podszywających się pod Ogólnopolski Strajk Kobiet. To, co dawało się we znaki to niepewność czy coś może grozić organizatorkom, jak i zebranym. Zabiegały o ochronę prawną i fizyczną. I choć według Krysi organizowało się tę Blokadę jak każdy event, zastanawiając się nad przebiegiem, artystami, bezpieczeństwem – w rzeczywistości było dużo trudniej. Myśl o głównym celu manifestacji ułatwiała im pracę.

Choć wszystko działo się spontanicznie – nie było miejsca na złe decyzje. „Od samego początku postanowiłyśmy nie używać w ogóle słowa line up, żeby podkreślić, że nie jest to impreza, a właśnie protest. Oczywiście, jako że jesteśmy fankami techno, chciałyśmy zadbać o jakość muzyki oraz by zaproszeni artyści spełniali standardy.  To były zaangażowane osoby i szczerze powiedziawszy, same się do nas zgłosiły! Pierwsi DJ-e, którzy od razu zadeklarowali swój występ lub/i pomoc to TAKA, Moes, Avtomat czy Seen. Nie było mowy o jakimś time table. Ważne dla nas było, żeby artyści oddali gniew, a jednocześnie poprowadzili tłumy. Uważam, że w stu procentach dali radę. I to było na pewno ogromne przeżycie dla obu stron”. Zamiast line-upu, organizatorki chętnie dzieliły się głównymi postulatami protestu. „Walczyliśmy przede wszystkim o nasze prawa, prawo do aborcji. I choć na pewno cały protest był miejscem, gdzie wylały się wszystkie emocje i frustracja przeciwko PiS i rządowi to na pewno naszym postulatem była przede wszystkim ta jedna, ale jakże ogromna sprawa, w jakimś sensie można powiedzieć, że kwestia życia i śmierci. To był nasz obywatelski obowiązek. Natomiast nie da się zaprzeczyć, że także nie brakowało tam bardzo podkręconych pozytywnych emocji związanych ze spełnieniem potrzeby wspólnotowości, wspólnego tańca do naszego ukochanego dudnienia.” – dodaje – „Ja rozumiem, że bezpośrednio nie wpłyniemy na decyzje rządu, bo potrzebne są działania na poziomie ustawodawczym i politycznym, ale to był krzyk sprzeciwu, który musi być dostrzeżony, a może ta energia sprawi, że w końcu wyłoni się jakiś przywódca czy przywódczyni, który/a położy kres tej coraz bardziej dystopijnej rzeczywistości.”

Ja rozumiem, że bezpośrednio nie wpłyniemy na decyzje rządu, bo potrzebne są działania na poziomie ustawodawczym i politycznym, ale to był krzyk sprzeciwu, który musi być dostrzeżony, a może ta energia sprawi, że w końcu wyłoni się jakiś przywódca czy przywódczyni, który/a położy kres tej coraz bardziej dystopijnej rzeczywistości.

Krysia Zaum

Na pytanie o opinie, że techno-protesty to pretekst do imprezy pod gołym niebem, prędzej myśląc o alkoholu i zaśpiewaniu Cypisa, niż skandowaniu haseł pro-abo, Krysia nie dziwi się. Rozwija, mówiąc, że „była część protestów i w stolicy, które okazały się melanżem i szczerze powiedziawszy uważam, że zrobiły nam one czarny PR. Dlatego z dzisiejszego punktu widzenia nie do końca się dziwię, że OSK nie paliło się do brania nas pod swoje skrzydła.” Odnosząc się do organizowanego przez nią pochodu dodaje „u nas też zdarzały się przypadki ludzi, którzy wyciągali alkohol i… przeważnie go szybko tracili. Odbieraliśmy alko, bo to nie zabawa! Tak samo jak i pilnowałyśmy bezwzględnie maseczek. Na pewno niejeden melanżownik zapamiętał zaciekłą babę, która nie pozwoliła mu się beztrosko bawić, mieliśmy też mniej sympatyczne sytuacje. Ale to chyba normalne, tutaj nikt nie robił selekcji, więc takie przypadki to normalna sprawa. Mimo wszystko wspomina tę inicjatywę z dreszczem. Opowiada, że nie dało się nie zauważyć, że obok toczącej się imprezy, potrzeba wspólnotowości, ujścia frustracji i wykrzyczenia haseł była najmocniejsza. Z perspektywy organizatorki mówi o niepokoju i adrenalinie. Jak zapewnia „uzbrojeni w gaz i apteczki, konsekwentnie dbaliśmy o bezpieczeństwo pochodu niczym psy owczarki. Ludzie byli bardzo zorganizowani. Nadawaliśmy komunikaty w kluczowych momentach, np. żeby utworzyć korowód wokół dziewczyn, by uchronić je przed naziolami czy innymi prowokatorami.” I to właśnie z tego, że nikomu nic się nie stało jest najbardziej dumna. Nie kryje wzruszenia z faktu, że grupa była przytłaczająco duża, co robiło niemałe wrażenie, a przy tym sądzi, że udało się im zachować klarowny przekaz protestu. Nie przejmuje się krytyką techno-protestów, która wówczas narastała w środowisku klubowym. 

Z krytyką z kolei nie spotkała się Justyna Dytkowska – reprezentantka Wixapolonii.  Warszawski kobiecy kolektyw połączył siły z Wixapolem, by dwa dni po Techno-Blokadzie zoorganizować swój pochód. Justyna, grająca pod aliasem Innominepetrix przyznaje, że „decyzja pseudo TK wywołała w nas taką złość, że byliśmy na większości protestów prywatnie. Czuliśmy potrzebę zorganizowania wspólnie czegoś większego”. Zaczęli działać od momentu ogłoszenia przez OSK tygodnia strajkowego. To właśnie wtedy na profilach Wixapolonii i Wixapolu można było zobaczyć posty zachęcające ich szerokie grono odbiorców do wyjścia na ulice polskich miast. Głównie docierają do młodych, często jeszcze niepełnoletnich odbiorców, co więcej – również z zagranicy.  Jak dodaje Innominepetrix „Zainteresowanie było duże, ponieważ idea rave’u jak i samego kolektywu to idea wolnościowa.”

Ozdobiona flagami platforma Wixapolonii wyjechała do centrum stolicy 30 października – w dniu, kiedy przez Warszawę przeszła rekordowa ilość osób. Jak można wywnioskować z wypowiedzi organizatorki, głównym postulatem bezdyskusyjnie była aborcja na żądanie. Do grania kolektyw podszedł za to dość luźno –  żeńskiemu składowi towarzyszyli chłopcy z Wixapolu. „Atmosfera była absolutnie niepowtarzalna. Przyjechało mnóstwo ziomków z całej Polski, przemaszerowaliśmy wspólnie przez Warszawę. Było nas 100 tyś. Naprawdę można było poczuć, że nie jesteś sama. Czułam, że idziemy we wspólnym celu i że to, co robimy ma znaczenie. Wszyscy to czuliśmy. Czułam też ogromną empatię wokół mnie. Od dzielenia się butelkami wody, aż po błyskawiczną akcję ze zorganizowaniem opatrunku dla kolegi, który rozciął sobie rękę podnosząc butelkę, żeby nikt nie zrobił sobie krzywdy. Brzmi jak utopia, ale faktycznie tak było. Utwierdziłam się w przekonaniu, że Polska to nie tylko te stare smutne rządzące dziady. To przede wszystkim my. Jest o co walczyć” – dodaje.

Utwierdziłam się w przekonaniu, że Polska to nie tylko te stare smutne rządzące dziady. To przede wszystkim my. Jest o co walczyć.

Justyna Dytkowska

Nie zgadza się, że pochód to główny cel i pretekst dla imprezowiczów. Mówi również, że picie alkoholu oraz branie używek na jakikolwiek protest to przepis na katastrofę. Na pytanie z czego jest najbardziej dumna organizując „Wixapolska idzie na wojnę”, odpowiada „Jestem najbardziej dumna z frekwencji, z tego ile osób poszło za nami. Jestem dumna z tego, że nasze kolektywy robią coś naprawdę istotnego. Jestem dumna z tego,  dla ilu osób zagraliśmy i jak wzmocniliśmy ten protest muzyczką powyżej 150 bpm. Że sprzedaliśmy to dalej i naprawdę ludzie, którzy nas nie znali podskakiwali do tych obcych, szybkich dźwięków.” Choć podczas pierwszej odsłony pochodu nie widziała agresji ze strony policji, a zagrożenie nieśli nacjonaliści – następne próby nie były skuteczne. Następnym razem „agresja i ilość policji zdecydowanie eskalowały. Nie było szans tego powtórzyć, ale walka nie ustaje. Prywatnie zbieram podpisy pod nowym projektem Legalna aborcja. Bez kompromisów. Nadal wierzę, że wygramy tę walkę. Uważam, że jako kolektyw niesiemy świadomość i poczucie odpowiedzialności za demokrację oraz własną wolność. Wierzymy w to, że kultura klubowa ma również wymiar polityczny. Chcemy, żeby osoby skupiające się wokół Wixapolonii łączyła nie tylko zabawa, ale też pewne wartości. Popieramy Strajk Kobiet, więc wykorzystanie naszej platformy do wzmocnienia protestów jest rzeczą oczywistą. Nawet więcej – to milczenie w takim momencie byłoby nieodpowiedzialne. Jeśli ktoś widzi w tym tylko PR – “yeah, well, that’s just, like, your opinion, man”. – puentuje.

Wypowiedzi zostały osobno zebrane w formie pisemnej. Autorki tekstu dokonały ich przemieszania. Wypowiedzi w ostatecznej formie zostały zautoryzowane. Niestety, na publikację fragmentu o krakowskim proteście w fazie autoryzacji nie zezwoliła Aśka Grochulska oraz Aneta Hudzik.


Ciocie w aborcji:

  • Aborcja Bez Granic w Polsce (nr +48 222 922 597 udziela wszystkich informacji, służy radą, pomaga sfinansować wyjazd i skontaktuje z innymi ciociami);
  • Ciocia Basia w Berlinie;
  • Ciocia Frania we Frankfurcie;
  • Ciocia Monia w Monachium;
  • Ciocia Wienia w Wiedniu;
  • ANA w Amsterdamie;
  • Ciocia Czesia w Pradze.

 

 

 

 

 

© PROGREFONIK 2021

 

INTERDYSCYPLINARNA PLATFORMA Z OBSZARU SZTUK DŹWIĘKOWYCH I WIZUALNYCH