Wywiad – Gosia Płysa, Mat Schulz

Grafika: Aleksandra Grunholz/Unsound

Trwająca już od ponad roku pandemia z pewnością nie oszczędza zarówno miłośników odbioru muzyki na żywo, jak i artystek i artystów pragnących się nią dzielić wprost ze sceny. Ta niemożność stała się jednak również źródłem nowych rozwiazań wynikłych z próby stworzenia innych form łączności. Jednym z takich działań stał się wydany w marcu tego roku pod szyldem Unsoundu projekt Intermission, będący niejako przedłużeniem festiwalu i jego idei. Czym stało się to doświadczenie? Na to i inne pytania odpowiedzieli dyrektorzy artystyczni festiwalu, Małgorzata Płysa i Mat Schulz.

Intermission, czyli przerwanie, forma pauzy. Nieprzypadkowo na albumie słychać głębokie oddechy. Nie brakuje jednak też balansujących pomiędzy nimi napięć i wzburzeń. W końcu zatrzymanie również musi mieć swoje continuum. Czym jest to nowum na albumie Intermission?

G: Słowo Intermission, czyli właśnie przerwa lub antrakt, intuicyjnie zakłada jakąś formę dobrowolności w zatrzymaniu się, natomiast nam bliższe jest jednak rozumienie terminu tego jako przerwanie, dynamiczny wstrząs po którym świat raczej nie wróci do stanu sprzed. Oddechy i dźwięki zebrane w zamówionych przez nas utworach oddają różnorodność indywidualnych odpowiedzi artystów i artystek na sytuację pandemii — z jednej strony są to medytacje w kolejnym lockdownie, z drugiej okrzyki nagrane w czasie protestów. Mamy też lamentacje i starosłowiańskie pieśni — każde, na swój sposób odpowiadające na czas kryzysu i próby. Nowością na kompilacji utworów jest na pewno z jednej strony jej różnorodność jeśli chodzi o ilość głosów i form utworów, ale też spójność i samo doświadczenie wspólnoty, które album poniekąd ma wywoływać, oddając tym samym wrażenie doświadczenia festiwalowego. 

M: Oczywiście nie istnieje żaden obiektywny sposób na udokumentowanie 2020, zarówno w przestrzeni dźwiękowej jak i tekstowej, ale ten album jest jedną z odpowiedzi na ten rok, zarówno jeśli chodzi o artystów którzy stworzyli swoje prace, jak i o to, kogo zaprosiliśmy. Jedną z głównych rzeczy które chcieliśmy osiągnąć było stworzyć album, który osadza się w konkretnym miejscu i czasie, dlatego też składa się na niego chociażby tak wiele nagrań terenowych wspólnie tworzących pewną nić, dających kontekst dla lockdownu, zjawiska buntu i samej natury. W pewnym sensie fieldrecordingi są rdzeniem albumu wokół którego osadza się cała reszta dźwięków, sprawiając, że staje się mniej eklektyczny, a tworzy pewną całość. To był bardzo celowy zabieg.

Czy obecność tej masy nagrań terenowych ma również jakiś związek z dźwiękową naturą lockdownu? Ogólnym spowolnieniem, zanikiem różnych form hałasu i niajako wyostrzeniem zmysłu słuchu?

M: Definitywie, fieldrecordingi odnoszą się do różnego rodzaju aspektów lockdownu, chociażby sposobu w jaki wiele i wielu z nas dostroiło się do nowo brzmiącego otoczenia. W książce będącej częścią Intermission znajduje się esej Luke’a Turnera, który odnosi się do wyostrzenia naszych zmysłów w stosunku do natury, a fenomen ten słychać w utworze Chrisa Watsona, który postanowił zarejestrować odgłosy kosów w swoim ogrodzie, bo okazały się być wyrazistsze i o większym natężeniu, gdyż nawet ptaki zaczęły wyraźniej słyszeć swoje zaśpiewy. Zjawisko lockdownu wykreowało również swoje własne dźwięki — jak chociażby codzienny śpiew zamkniętego w mieszkaniu dziecka, który stał się główną osią utworu Healthy, Happy, Safe Hildur Guðnadóttir i Sama Slatera. Z kolei inne nagrania odnoszą się do szerszego rodzaju kontekstów, jak chociażby w przypadku nagrań płonących lasów amazońskich Bena Frosta, które nakreślają sytuację kryzysową związaną z klimatem, czy dźwięków złapanych na protestach BLM uchwyconych przez Jamesa Hoffa i DeForresta Browna. Album kończy potężna kompozycja Jany Winderen, nagrana na jej rodzinnej famie, która chociażby dla mnie sugeruje, że pewnego dnia świat natury będzie kontynuował swoje trwanie, istniał bez nas, jest  to pewna ostateczna rama i z tego powodu uważam, że utwór ten mógł pojawić się jedynie na końcu. 

W pewnym sensie fieldrecordingi są rdzeniem albumu wokół którego osadza się cała reszta dźwięków, sprawiając, że staje się mniej eklektyczny, a tworzy pewną całość. To był bardzo celowy zabieg.

No właśnie — w otwierającym albumie Uncloked Chris Watson rejestruje poranne śpiewy kosów opierając mikrofon o cyprysowe drzewo w swoim ogrodzie, Hildur Guðnadóttir i Sam Slater nagrywają śpiew swojego syna Káriego we własnym mieszkaniu, a z kolei Slickback wykreował dźwięki w utworze ZETSUBO z pomocą przekształcenia obrazów z wydarzeń  zarejestrowanych w odległych miejscach i innych strefach czasowych. Ta dychotomia, podział na dokumentację tego, co najbliższe i obok, a próba ujęcia dalekiego i niedostępnego, wciąż mówi jednak  o wspólnym doświadczeniu. Co według Was jest łącznikiem tych nagrań? 

G: Pomimo tej różnorodności form, miejsc i doświadczeń artystów i artystek, łącznikiem jest na pewno, po pierwsze, przynależność do społeczności Unsoundu — osoby, które zaprosiliśmy do stworzenia utworów to postaci znane publiczności wcześniejszych, fizycznych odsłon festiwalu, których twórczość jest nam bliska i śledzimy ją cały czas. Byliśmy pewni, że stworzą coś ciekawego, wychodzącego poza tradycyjne ramy gatunkowe, coś absolutnie świeżego. Część utworów w jakiejś formie pojawiła się też na wirtualnej edycji Unsoundu, zachęcając nas do włączenia tych kawałków na płytę, jak Community of Grieving Zosii Hołubowskiej i Julii Giertz, fragment wirtualnej improwizacji Weavings, nagrania Chrisa Watsona czy sample z instalacji Seana Dockraya / Machine Listening wykorzystane przez Varga i VTSS. 

Podobnego rodzaju łączenie biegunów zauważyć możemy również w unikalnych zestawieniach artystek i artystów, jak  chociażby na przykładzie duetu Tim Hecker i Księżyc, którzy choć prezentują w swoich twórczościach  odrębne atmosfery, to w Demeter & Johannes’ Song Of Pandemia łączą je w wibrującą jedność. Jest to dla Was w jakiś sposób symboliczne? 

M: Nie wydaje mi się by muzyka Tima Heckera i głosy Agaty Harz i Katarzyny Smoluk były czymś sobie absolutnie odrębnym. Myślę, że podzielają te same korzenie, zwracają się w stronę eksperymentu próbując wyrazić coś innego niż ten świat, być może łączy je właśnie pewna spiritualność. Jest w tej idei pradawnego słowiańskiego przywołania wiosny i odrodzenia jakieś poczucie tęsknoty, co pasuje do muzyki Tima, jak i szerszej idei Intermission. Utwór ten współga również z albumem Tima Konyowo, gdzie pracował z muzykami wykonującymi starożytną japońską muzykę dworską.

Intermission to nie tylko album, ale towarzyszący mu zbiór esejów krążących wokół zjawisk takich aktywizm, nowe technologie, etyka naturalnych krajobrazów czy izolacja i jej skutki. Jaka kondycja krystalizuje się z tych refleksji? 

G: Zdecydowanie pandemia uwypukliła wiele problemów, które gromadziły się już długo zanim się zaczęła, ale jej wybuch na pewno zaostrzył wiele z kryzysów, bądź jeszcze bardziej zwrócił uwagę na nierówności. Kryzys klimatyczny, ciągłe wyczerpywanie zasobów planety, to jedne z głównych przyczyn pandemii, więc ironiczne, że to właśnie natura była naszym miejscem wytchnienia i ucieczki oraz zbierania dźwięków czy miejscem skupienia. Również poszukiwanie własnej tożsamości, świadomość konieczności ochrony mniejszości  — radykalna empatia, jako metoda na przetrwanie. To tendencje jakie, według mnie, wyłaniają się z esejów i spotkań z twórcami i twórczyniami. 

Kryzys klimatyczny, ciągłe wyczerpywanie zasobów planety, to jedne z głównych przyczyn pandemii, więc ironiczne, że to właśnie natura była naszym miejscem wytchnienia i ucieczki oraz zbierania dźwięków czy miejscem skupienia.

Na płycie posłuchać możemy kompilacji z nagrań stworzonych podczas wydarzenia Weavings – internetowej formy improwizacji podczas której artystki i artyści na imaginacyjnym krośnie wspólnie splatali swoje wizje. Czy to rozwiązanie stało się pewnym elementem łączności, może namiastką nowej formuły bliskości? Sposobem na przetrwanie w trudnym dla festiwalu czasie?  

G: Weavings było wspaniałym eksperymentem, zbudwaniem poczucia wspólnoty online i szukania rozwiązań technologicznych na odtworzenie efektu wspólnej improwizacji. Na pewno efekt był ciekawy przez dobór artystów i artystek oraz metodę tworzenia kompozycji — myślimy dużo o tym, jak wykorzystać ten model w innych działaniach twórczych w tym roku. Jednak póki co, mam wrażenie, że te technologicznie jednak dość proste i podobne modele nie do końca zaspokajają naszą potrzebę wspólnego tworzenia i brania udziału w wydarzeniach. Chciałabym móc powiedzieć, że już wkrótce na pewno będziemy mogli się spotykać na normalnych zasadach, ale boję się, że potrwa to jeszcze dłuższą chwilę i ograniczenia na pewno będą częścią planowania festiwalu w 2021 roku.

Czy w takim wypadku możemy spodziewać się kolejnych wydawnictw pod szyldem Unsoundu? Intermission w założeniu miał być uzupełnieniem tegorocznej edycji, a właściwie stał się w pełni autonomicznym dziełem. Czy ta nieoczekiwana ewolucja to dopiero początek niespodzianek?

G: Tak, planujemy kolejne wydawnictwa — muzyczne i książkowe, bo zarówno praca nad nimi, jak i ostateczny jej efekt, były satysfakcjonujące i ciekawe. Na pewno jednak będziemy eksperymentować z formą i szukać ciekawych osób do współpracy przy nich. 

M: Od dawna już chcieliśmy wydać zarówno album, jak i książkę, a ten rok dał nam ku temu możliwość, na stworzenie czegoś, co przetrwa jeszcze dłużej niż festiwal sam w sobie. Bardzo podoba mi się połączenie właśnie muzyki i tekstu w pewną całość i ten koncept chcielibyśmy kontynuować wraz z kolejnymi edycjami Unsoundu.

 

 

 

 

 

© PROGREFONIK 2021

 

INTERDYSCYPLINARNA PLATFORMA Z OBSZARU SZTUK DŹWIĘKOWYCH I WIZUALNYCH